AI

"Czy jest pilot na pokładzie? AI, AR i VR w szkoleniach"

27 May 2024

Jak AI może pomóc w programach szkoleniowych dla pilotów i kierowców?

Rozmawiamy o wykorzystaniu AI, AR i VR w narzędziach szkoleniowych z Anetą Kulmą, Członkiem Zarządu i Dyrektorem Finansowym w ETC-PZL Aerospace Industries Sp. z o.o.

Autentika: Pracuje Pani w środowisku, które większość z nas zna z filmów – symulatory lotnicze, technologie wojskowe, szkolenie pilotów. Jak postrzega Pani tę branżę? Co najbardziej fascynuje Panią w tej pracy?

Aneta Kulma: Mam szczęście, że moja praca jest dla mnie zawsze ciekawym wyzwaniem, szansą na ciągłe uczenie się, zdobywanie nowych doświadczeń, a przede wszystkim poznawanie interesujących i mądrych ludzi, z którymi mogę podejmować projekty tworzące wartość, takie jak poprawa jakości życia w różnych aspektach. Tak było, gdy pracowałam w sektorze e-zdrowia w jednostce podległej Ministrowi Zdrowia. Tak jest i teraz, kiedy jestem w ETC-PZL (skrót, którego najczęściej używam mówiąc o swojej obecnej pracy), firmie inżynierskiej z tradycjami i historią sięgającą PZL Warszawa-Okęcie. Jestem dumna, że mogę uczestniczyć w tworzeniu nowoczesnych systemów szkoleniowych opartych na technologii symulacji i wirtualnej rzeczywistości, które umożliwiają w 100% bezpieczne, efektywne, skuteczne i szybkie szkolenia.

Fascynujące jest to, jak możliwości szkoleniowe zmieniają się w czasie, dzięki postępowi technologicznemu.

W przeszłości pilot samolotu miał ograniczony zakres sytuacji do przećwiczenia, zależny od wielu czynników, w tym całkowicie od niego niezależnych, takich jak lokalizacja szkolenia, pora, warunki geograficzne, pogoda i klimat itd. A dziś – dzięki symulatorom – zakładają gogle, wchodzą do kokpitu i widzą wirtualny świat realistycznie podobny do prawdziwego.

Symulator umożliwia projektowanie dowolnej liczby scenariuszy szkoleniowych, pozwalających na ćwiczenie najtrudniejszych sytuacji w powietrzu i na ziemi w całkowicie bezpieczny sposób. Być może nigdy nie doświadczymy takich sytuacji w prawdziwym świecie, ale z pewnością będziemy na nie przygotowani. To zupełnie inna jakość szkoleń, która przekłada się nie tylko na komfort uczącego się, skuteczność pracy trenera, ale także na poprawę bezpieczeństwa na lądzie, drodze czy w powietrzu.

Jestem zachwycona pracą z niesamowitymi ludźmi, entuzjastami w swojej dziedzinie, którzy poświęcili całe życie rozwojowi technologii symulacji, zaczynając jeszcze w czasach, gdy komputery były ciężkimi i dużymi skrzynkami. I do dziś uczestniczą w tworzeniu nowych trendów.

Nasze symulatory to innowacyjny sprzęt światowej klasy – kiedy siada się w kokpicie lub zakłada gogle, naprawdę czuje się, jakby było się w samolocie lub samochodzie. To zasługa technologii VR, która z łatwością zwodzi ludzki mózg, całkowicie odcinając nas od zewnętrznego świata i zanurzając w tym wirtualnym.

Nawet w przypadku doświadczonych pilotów czy kierowców?

Zjawisko, o którym mówimy, to immersja – gdy uczestnicy zanurzają swoje zmysły w sztucznie stworzonym świecie. W przypadku technologii VR jest to 100%. Co to oznacza w praktyce? Uczestnik jest całkowicie odcięty od bodźców z realnego świata, co pozwala mu w pełni uwierzyć w realność świata, który widzi i słyszy. Jego umysł „kupuje" iluzję do tego stopnia, że jazda wirtualnym Ferrari wywołuje te same emocje, co prowadzenie prawdziwego. Dla porównania – oglądając film lub grając w grę komputerową, też doświadczamy immersji – ale nie jest ona pełna, nie wszystkie zmysły są zaangażowane.

Niesamowite są spontaniczne reakcje ludzi, którzy wchodzą do symulatora lub zakładają gogle VR. Nawet wiedząc, gdzie są i że to, co widzą, nie jest prawdziwym obrazem, ich umysł i ciało czują, jakby byli w prawdziwej maszynie, wznoszącej się w górę, gwałtownie opadającej, uderzającej w przeszkodę lub wykonującej inne manewry itd. W świecie VR człowiek konfrontuje się ze swoją psychiką i traci kontrolę nad tym, że jego umysł i ciało odbierają wirtualny świat w czasie rzeczywistym, jakby był w 100% realny. To jest prawdziwa moc wirtualnej rzeczywistości.

Bardzo często ludzie przyjeżdżają na szkolenia mówiąc, że nic ich już nie zaskoczy, że latają/jeżdżą od wielu lat. Potem dostają zadanie w symulatorze i nie mogą uwierzyć, jak realne jest ich doświadczenie.

Jestem głęboko przekonana, że zawsze jest coś, czego nie wiemy, coś, co będzie dla nas nowym doświadczeniem. Zwłaszcza że badania naukowe wskazują, że człowiek w immersyjnym środowisku VR uczy się i zapamiętuje informacje znacznie skuteczniej.

Więc maszyny mogą nas czegoś nauczyć.

Ćwiczymy w symulatorze w wirtualnym świecie, ale doświadczamy prawdziwych emocji – denerwujemy się, stresujemy, i – co ważne – można to zbadać. Pilotowi czy kierowcy nie wystarczy samo ćwiczenie – ważne jest też to, jak reagują podczas ćwiczenia, jak dane ćwiczenie na nich wpływa. Jeśli ktoś ma problem z zawrotami głowy w realnym świecie, będzie miał ten sam problem w symulatorze. Ciała nie da się oszukać – nasze lęki czy ograniczenia i tak się ujawnią. Taki postęp technologiczny jest wspaniały, bo nie konkuruje z człowiekiem, lecz wspiera jego doświadczenie, rozszerza możliwości i uczy właściwych nawyków.

Czy sztuczna inteligencja bierze udział w tym procesie uczenia?

Powiedziałabym, że technologia symulacji jest naturalnym polem dla rozwoju algorytmów sztucznej inteligencji. I odwrotnie – sztuczna inteligencja wspiera rozwój symulacji, na przykład wykonując złożone obliczenia czy modele aerodynamiczne.

Środowisko naukowe dostrzega potencjał dalszego rozwoju AI w procesie spersonalizowanego szkolenia, w tzw. "uczeniu adaptacyjnym", którego celem jest dostosowanie zakresu i czasu trwania szkolenia do indywidualnych potrzeb, ograniczeń, predyspozycji uczących się oraz ich bieżących postępów w szkoleniu. Algorytmy AI mają szansę odegrać rolę "osobistego trenera" w tym zakresie. Innym możliwym obszarem rozwoju AI jest automatyzacja procesu szkoleniowego i uczynienie go z czasem jak najbardziej autonomicznym. Wymaga to jednak czasu, bo AI, aby uczyć innych, samo musi być zasilane wiedzą.

Uważam, że AI jest naturalnym etapem w rozwoju technologii symulacji. Nie możemy zatrzymać tego postępu i nie powinniśmy. W niektórych obszarach AI powinna zastąpić ludzi, zwalniając ich czas na bardziej wartościowe zadania, zwłaszcza tam, gdzie brakuje kompetencji.

Czy AI nas leni? Skoro maszyna może za mnie myśleć, to może nie muszę?

Należę do pokolenia, które wszystkiego uczyło się samodzielnie. Dziś widzę, że nasza świadomość jest osłabiona. Jesteśmy mniej skupieni, po prostu nie robimy czegoś, jeśli nie musimy. Wkrótce na rynek pracy wejdzie nowe pokolenie – a ci młodzi ludzie już korzystają z generatywnej AI, na przykład do tworzenia treści. AI dziś jest jak zachęta „nie myśl, nie rób, jest gotowe". Z drugiej strony uważam, że zawsze będą wśród nas ludzie ambitni, którzy będą woleli pracować samodzielnie. Ważne, żebyśmy nie przyjmowali AI bezkrytycznie, żebyśmy pozostawali krytyczni i stale zadawali sobie pytanie, czy idziemy w dobrym kierunku. Postęp technologiczny daje możliwości, ale nie powinien zastępować myślenia.

Czy wyobraża sobie Pani, że za kilka lat będziemy mieć autonomiczne samoloty lub helikoptery, gdzie AI będzie pilotem, a ludzie jedynie asystentami? Niedawno podzieliła się Pani informacją, że w Chinach sztuczna inteligencja pilotująca samolot w symulowanym lotniczym scenariuszu bojowym nie pozostawiła ludzkim pilotom żadnych szans.

Nie wyobrażam sobie autonomicznych samolotów. Może dlatego, że mam punkt odniesienia – znam samoloty załogowe, jestem przywiązana do doświadczenia latania z człowiekiem. Ale może przyszłe pokolenia będą miały inne odniesienia, będą przyzwyczajone do funkcji "autopilota". My porównujemy dwie opcje, ale przyszłe pokolenia nie będą.

Jak zatem podchodzimy do odpowiedzialności za ewentualne błędy? Jak wpisujemy kwestie etyczne związane z AI w jakieś ramy? Wiele krajów zaczyna opracowywać standardy, ale czy takie odgórne działania mają głębszy sens?

Rozwój technologiczny zwykle wyprzedza regulacje prawne i kodeksy etyczne. Na razie mamy jeszcze trochę sytuację „Dzikiego Zachodu". Jednak ważne jest to, że sztuczna inteligencja jest nadal we wczesnym stadium rozwoju, zasilana jest naszymi doświadczeniami. Ludzie uczą się na błędach, i AI uczy się w ten sam sposób. Więc będzie się też rozwijać, opierając się na nas jako swoim źródle wiedzy i doświadczeń. AI nie poprowadzi od razu samolotu sama z siebie; najpierw będzie musiała wielokrotnie polecieć z doświadczonym pilotem, tak jak pilot lata teraz z autopilotem.

Problemy, w tym natury etycznej, mogą pojawić się wtedy, gdy ludzie zechcą wykorzystać potencjał AI w sposób sprzeczny z etyką – przeciwko ludziom i, szerzej, przeciwko otaczającej rzeczywistości.

Drugie źródło ryzyka pochodzi od samej AI i dotyczy sytuacji, w której AI uniezależnia się od ludzi i ich doświadczeń, przechodząc do etapu autonomicznego rozwoju. Musimy być przygotowani na takie ewentualności, edukując społeczeństwo o zagrożeniach stwarzanych przez AI i sposobach ich przeciwdziałania, a także podejmując działania systemowe. AI jest bez wątpienia dziedziną, która niesie ryzyka wykraczające poza zakres poszczególnych krajów i wymaga regulacji na poziomie globalnym, podobnie jak kwestia cyberbezpieczeństwa.

Kolejnym wyzwaniem jest regulowanie odpowiedzialności za błędy AI – kto ją poniesie, na jakich zasadach itp. Obecnie nie mamy regulacji prawnych ani na poziomie krajowym, ani europejskim, co stanowi przeszkodę w szybszym rozwoju AI, zwłaszcza w medycynie, gdzie ryzyko błędów jest wysokie. Dyskusja toczy się na różnych poziomach, od rządów krajowych po Komisję Europejską, i w końcu zostanie uregulowana – ale proces będzie długotrwały, a zatem tempo rozwoju AI nie będzie szybkie.

Na razie jesteśmy nadal na etapie budowania algorytmów. Minie dużo czasu, zanim zostaną na tyle ukształtowane, by można im było powierzyć naprawdę odpowiedzialne zadania. AI zastępuje ludzi w stosunkowo prostych, powtarzalnych zadaniach, gdzie konsekwencje ewentualnego błędu są niewielkie i akceptujemy ryzyko ich wystąpienia. Ale wyobraźmy sobie sztuczną inteligencję stawiającą na przykład błędną diagnozę pacjentowi – to zupełnie inna sprawa. Dlatego te mniej ryzykowne obszary będą rozwijać się szybciej, natomiast te, gdzie stawką jest zdrowie lub życie ludzi, to wciąż kwestia przyszłości.

Wspomniała Pani, że doświadczeni ludzie czasem przychodzą na szkolenia symulatorowe, przekonani, że "wszystko widzieli", a mimo to technologia ich zaskakuje. Czy zdarzają się jednak osoby, które w ogóle nie ufają tej technologii? Które się jej opierają lub nawet kwestionują sens symulacji?

Niektórzy odczuwają pewien rodzaj lęku – boją się bycia "zbadanym/prześwietlonym" przez maszynę. Symulacja pozwala na dogłębne spojrzenie na nasze reakcje. Ujawnia, czy się denerwujemy, czy rośnie nam ciśnienie, czy napotykamy jakiekolwiek trudności. To oczywiście plus, bo możemy naprawdę selekcjonować osoby spełniające określone kryteria do pracy pilota czy kierowcy.

W rozmowie z lekarzem wiele rzeczy można ukryć, ale technologia symulacji wsparta wiedzą medyczną odsłania wszystkie słabości. Teraz pojawia się pytanie: czy zmierzamy w kierunku zwiększania bezpieczeństwa i selekcjonowania osób spełniających 100% wymagań, czy też te wymagania łagodzimy? Mamy wybór; podejmujemy decyzje bardziej świadomie. I to jest wartość dodana AI.

Niewątpliwie powinniśmy stawiać bezpieczeństwo publiczne ponad indywidualne potrzeby. Uważam też, że kandydat, który na przykład chce zostać pilotem, ale nie spełnia 100% wymagań, też korzysta na tym w dłuższej perspektywie. Dlaczego? Bo wcześnie otrzymuje o tym informację i nie zmarnuje dwóch czy trzech lat na szkolenie, by później napotkać problemy. Może szybciej wybrać inną ścieżkę kariery.

Mam duże doświadczenie ze studentami lub absolwentami szkół wojskowych. Wielu z nich czuje powołanie do bycia pilotami, żołnierzami, uczestniczenia w misjach. Ale samo powołanie nie wystarczy; potrzeba odpowiednich predyspozycji, i im wcześniej zostaną potwierdzone, tym lepiej. Warto też zauważyć, że wojsko i piloci są szkoleni przez państwo, więc gdy ktoś decyduje się w ostatnim roku studiów, że to nie dla niego, to marnotrawstwo zasobów. Chodzi o wykorzystanie technologii w dobrym celu – zwiększanie świadomości, że jesteśmy we właściwym miejscu i zapewnianie bezpieczeństwa.

Czy to może być cena, którą płacimy za zwiększone bezpieczeństwo – wyższe progi wejścia do niektórych zawodów i trudności w pozyskaniu odpowiednich kandydatów? Innymi słowy, czy będzie ich mniej, a zatem drożej ich pozyskać?

Jeśli mówimy o kwestiach bezpieczeństwa zdrowia i życia, a także bezpieczeństwa narodowego, to szczerze nie powinniśmy nawet rozmawiać o pieniądzach. Jest potrzeba i trzeba ją zaspokoić, kropka. Jednak w prywatnej sferze biznesowej może być inaczej. Można rozważyć, czy zakup symulatora do testów jest opłacalny. Ale nawet tutaj można znaleźć rozwiązania, takie jak leasing, wynajem, udział w mobilnych centrach symulacyjnych, uczestnictwo w stacjonarnych szkoleniach w centrach szkoleniowych, a może nawet centralny hub, który zapewni wszystkim równy dostęp do nowoczesnej technologii.

Rozwija Pani nowoczesną technologię, ale jaki jest poziom cyfryzacji wewnątrz samej organizacji? Czy wdrażacie automatyzację, wykorzystujecie AI po stronie back-office?

Od lat firma korzysta z rozwiązań klasy ERP do obsługi wewnętrznych procesów, umożliwiających automatyzację różnych funkcji biznesowych, wielokierunkową wymianę informacji, zgodnie ze strukturą i potrzebami firmy. Co roku rozbudowujemy system o kolejne obszary organizacji. Korzystamy też z powszechnie stosowanych narzędzi do pracy zdalnej, zarządzania projektami i portfelem projektów, raportowania, planowania pracy itp.

Jeśli chodzi o wykorzystanie AI jako narzędzia wspierającego w obszarze back-office, jesteśmy na etapie analizowania dostępnych rozwiązań rynkowych, porównywania korzyści i szacowania kosztów. Jednak nie sposób nie zauważać trendów rynkowych.

Coraz więcej firm oferuje rozwiązania oparte na AI umożliwiające automatyzację powtarzalnych zadań biurowych, określane jako "cyfrowi pracownicy" lub "wirtualni asystenci". Ten trend będzie się nadal rozwijał i ostatecznie przyniesie zmiany w strukturze zatrudnienia.

Na przykład będziemy coraz mniej potrzebować angażowania ludzi w księgowanie prostych, powtarzalnych operacji. Tutaj wiele zadań wykona automatyzacja, co naturalnie przełoży się na zmniejszony popyt na pracowników o takich umiejętnościach. Jednak AI ma obecnie swoje ograniczenia – mówimy o prostych pracach, nie o wyspecjalizowanej wiedzy pozwalającej na określanie strategii firmy, zarządzanie obszarami technicznymi, wykonywanie prac ślusarsko-mechanicznych itp. To atrakcyjna wizja dla pracodawców, bo przede wszystkim pozwoli na oszczędności i optymalizację kosztów, ale z drugiej strony wśród pracowników pojawiają się obawy o utratę pracy i/lub konieczność przekwalifikowania się.

Więc AI w pewien sposób zastąpi ludzi.

W typowym myśleniu biznesowym koszty mają znaczenie, a cięcie kosztów osobowych jest najłatwiejsze. Jeśli więc firma szuka oszczędności i może wprowadzić cyfrowego pracownika, rezygnując w zamian ze zwykłego pracownika, może to być rzeczywiście atrakcyjna wizja dla menedżerów. Zwłaszcza że cyfrowy pracownik nie choruje, nie idzie na urlop, nie podlega ośmiogodzinnej normie itp. Gdybym ja, jako pracodawca i biznesmen w jednej osobie, stanęła teraz przed taką decyzją, zrobiłabym wszystko, żeby znaleźć dla ludzi nowe zajęcia, ale nie zawsze jest to możliwe i wtedy dylematy biznesowe mogą być naprawdę trudnym orzechem do zgryzienia.

Może więc rozwój AI doprowadzi do tymczasowego spadku podaży miejsc pracy w zawodach, które sztuczna inteligencja może zastąpić. Uważam jednak, że pod wieloma względami jesteśmy jako ludzie niezastąpieni, nawet w tych zawodach, w których od lat brakuje specjalistów. Widzę tu więc więcej szans niż zagrożeń i ryzyk. Na szczęście nie wszystko będą robić roboty i algorytmy; przynajmniej nie dzisiaj.

Aneta Kulma jest menedżerem z ponad 25-letnim doświadczeniem w zarządzaniu różnymi obszarami organizacji, w tym obszarami projektowymi i technicznymi związanymi z IT i back-office. Posiada tytuł MBA oraz liczne studia podyplomowe i jest członkiem Instytutu Audytorów Wewnętrznych IIA Poland. Specjalizuje się w restrukturyzacji procesów i zarządzaniu złożonymi projektami w organizacji. Dzięki bogatemu doświadczeniu w branży IT, rynku usług medycznych i projektach B+R, ma rozległe doświadczenie zarówno w administracji publicznej, jak i sektorze prywatnym. Aneta wspiera organizacje w zwiększaniu efektywności procesów i rentowności. Interesuje się nowoczesnymi technologiami ML, VR i AI. Przez 10 lat była związana z Centrum e-Zdrowia i jest obecnie Członkiem Zarządu i Dyrektorem Finansowym w ETC-PZL Aerospace Industries Sp. z o.o.

Udostępnij artykuł:
Kontakt
Jeśli czujesz, że możemy pomóc, napisz do nas jeszcze dziś, lub zadzwoń do Sławka +48 603 440 039Możesz też śledzić nas na LinkedIn, Facebooku lub Dribbble.