Czyli podstawowe błędy, które popełniają prawie wszyscy, którzy rozpoczynają swoją marketingową przygodę na arenie social media.
Numer 10 – Nie bądź anonimową częścią korporacyjnej machiny, pokaż że jesteś człowiekiem
Numer 9 – Unikaj bezpośredniej reklamy. W social media zwykła reklama to spam
Numer 8 – Nie zapominaj, że social media to różny od tradycyjnego model komunikacji. Tu tak samo ważni jak Twoi znajomi, są znajomi Twoich znajomych. Właśnie w ten sposób rozchodzi się informacja
Numer 7 – Musisz mieć cel. Do różnych celów prowadzą różne drogi. Zastanów się, co chcesz osiągnąć, inaczej kręcisz się w miejscu
Numer 6 – Nie odsyłaj tylko do treści przygotowanych przez kogoś innego, sam musisz mieć coś ciekawego do powiedzenia
Numer 5 – Nie opisuj najbardziej błahych rzeczy jakie dzieją się w firmie. Nikogo to nie zainteresuje. Pisz tylko wtedy, jeśli masz coś ciekawego do powiedzenia
Numer 4 – Nie zapominaj o pozycjonowaniu. Wyszukiwarki to nadal podstawowe źródło informacji
Numer 3 – Bądź uczestnikiem nie obserwatorem. Śledź, pisz, komentuj. W ten sposób nawiązujesz cenne kontakty
Numer 2 – W social media wszyscy tworzą treści. Nie ignoruj tego. Spróbuj to wykorzystać. Zainspiruj innych do działania na Twoją korzyść
Numer 1 - Social media to kanał komunikacji. Musisz mieć zatem komunikat. Dbaj więc o ciekawe, wartościowe, świeże i oryginalne treści
Powyższy materiał może wydawać się trochę banalny, ale niestety większość z nas w praktyce popełnia te błędy. Dlatego warto przejrzeć sobie ten slideshow i zrobić mały rachunek sumienia. Tak naprawdę prowadząc jakiekolwiek działania w mediach społecznościowych, powinniśmy pamiętać o dwóch podstawowych rzeczach: o ciekawej i oryginalnej treści oraz o stałym, aktywnym kontakcie ze społecznościami. Jeżeli zapewnimy te dwa elementy, to social media same będą pracowały na naszą korzyść. Trzeba tylko mieć naprawdę dobre i świeże pomysły.
Na koniec jeszcze jedna uwaga - nie zapominajmy o planowaniu naszych działań. W social media, tak jak w klasycznych działaniach marketingowych i PR-owych, potrzebna jest nam spójna strategia i taktyka. Przykład Toyoty radzącej sobie z kryzysem, dzięki mediom społecznościowym i Nestlé, które spowodowało swój kryzys nieumiejętnymi działaniami w social media.
Inspiracją do napisania tego wpisu była poniższa prezentacja. Polecamy.
Facebook co jakiś czas wprowadza kolejne zmiany do swojego regulaminu oraz polityki platformy, które bezpośrednio dotyczą wszelkich działań komercyjnych. Dotyczą w teorii, bo w praktyce niewielu się tym przejmuje. Egzekwowanie regulaminu na FB jest praktycznie żadne (przynajmniej w Polsce). Parafrazując słynną już wypowiedź człowieka znanego jako „Miro” – Facebook to jeszcze dziki kraj.
W ostatnią środę (23 marca 2010) na blogu Facebooka pojawiły się wiadomości o kolejnych zmianach w polityce platformy. Dotyczą one działań developerów na FB i ograniczają możliwości ingerencji aplikacji w profile użytkowników.
Pierwsza z trzech głównych poprawek dotyczy otagowywania zdjęć. Przypominamy, że już od jakiegoś czasu nie można wykorzystywać tej funkcji do celów komercyjnych. Teraz dodatkowo można tagować tylko za pozwoleniem tagowanej osoby, a grafika musi rzeczywiście przedstawiać tagowaną treść (pamiętamy ostatnią masową akcję tagowania znajomych na screenach z gry The Sims, która rzekomo została właśnie udostępniona w wersji na Facebooka).
Druga poprawka mówi o konieczności dokładnego informowania użytkowników o zamiarze publikowania treści poprzez nasze aplikacje na ich tablicach (każdorazowo - nawet w przypadku uzyskania wcześniejszego, "globalnego" pozwolenia).
Trzecia zmiana sugeruje, że nie powinniśmy podsuwać użytkownikom możliwości automatycznego publikowania na tablicach wielu znajomych tej samej wiadomości dotyczącej naszej aplikacji, licząc na to, że właśnie tak zrobią, z powodu swojej nieuwagi lub nieznajomości działania platformy.
Ale kto by się tym przejmował? Słowa, słowa, słowa – zdają się myśleć, patrząc na wszelkie regulaminy, spece od działań marketingowych na FB i dalej robią swoje. Może i jest to jakaś metoda. Dopóki nie złapią za rękę, dopóty można tak się bawić. Ale prawda jest taka, że prędzej czy później (raczej prędzej) przyjdzie taki moment, że FB weźmie się za wszelkie tego typu partyzanckie działania (obecnie FB kompletuje polski team) i wtedy nie będzie już tak beztrosko. Więc może lepiej zawczasu wyrobić sobie odpowiednie nawyki, bo potem konsekwencje nieregulaminowych działań mogą być naprawdę nieprzyjemne.
No, ale żeby nie było tak ponuro, to na koniec piosenka o dzikim świecie.
Last but not least – jak mawiają Anglicy; lepiej późno niż wcale – jak mówi się w naszym pięknym kraju; ostatni będą pierwszymi – jak głosi Ewangelia (Mt 20,1-16), i jak powiedział w ostatnim odcinku Tańca z Gwiazdami Przemysław Saleta. Tak więc, stało się. Autentika wreszcie zawitała na Facebooka. I nie jest to byle jakie wejście. To wejście w stylu ninja. Z karata, z półobrotu i gwiazdką między oczy. Aaayyyhhaaa!!!
Ok. To prawda. Przyznajemy się bez bicia - jesteśmy jedną z ostatnich agencji interaktywnych, które pojawiają się na Facebooku. Powiecie: szewc bez butów chodzi. My odpowiemy: ninja bez butów się skrada. Jak napisał w swoim haiku legendarny samuraj i mistrz zen Bashō Matsuo: Podróżny śpi / Chora dzika kaczka / Tłucze się zimną nocą.
Zgłębianie wersów mistrza Bashō i długie miesiące medytacji wskazały nam z dokładnością co do jednego tygodnia odpowiedni moment na założenie naszego fan page’a. I nadszedł on właśnie teraz. W czwartym tygodniu marca - miesiąca w japońskiej tradycji nazywanego „yayoi”, co znaczy nowe życie. Tak więc, mimo nawału pracy, zmuszeni byliśmy znaleźć w końcu czas na odrobinę zdrowej autopromocji.
A cóż odnajdziecie na owym fan page’u? Same dziwy! Cuda na kiju, łososie w pomidorowym sosie, nunchaku, tajemne ciosy karate, nowinki z życia firmy i takie tam. Ale żeby już nie przedłużać, zapraszamy!
Wydawać by się mogło, że będzie to kolejny tekst w sieci o „kluczowej roli i nieuchronnym rozwoju portali społecznościowych”. My jednak zdecydowaliśmy się spojrzeć na temat bardziej od środka branży i sprawdzić „zawartość cukru w cukrze”, a konkretniej: jak wyglądają profile samych agencji interaktywnych na Facebooku.
Mówi się, że potencjał społecznościówek jest praktycznie nieograniczony. Zatem zupełnie naturalnym wnioskiem wydaje się być stwierdzenie, że najlepszy dowód na to znajdziemy na profilach ekspertów od reklamy internetowej. Wzieliśmy więc pod lupę około 40 polskich i zagranicznych agencji zwracając baczną uwagę na ich „pomysł na Facebooka”. I tak wśród 17 polskich 10 z nich posiadało swoją stronę lub grupę. Podobnie przedstawiała się sprawa z agencjami zagranicznymi – na 20 przeanalizowanych, na Facebooku znaleźliśmy połowę.
Główną, co zapewne nikogo nie zdziwi, akcją podejmowaną przez redaktorów było zamieszczanie nowinek z życia firmy. Znalazły się tam informacje o nowych pracownikach, zrealizowanych projektach, otrzymanych nagrodach, feed z firmowego bloga. Były również odnośniki do wpisów na portalach i blogach branżowych, w których pojawiły się wzmianki o agencji lub wypowiedzi jej menedżerów. Średnio pojawiały się po 4 wpisy na tydzień. I, co może zdziwić, w przeważającej większości przypadków na tym się sprawa kończyła. Czyżby to wszystko, co może zaoferować nam tak popularna w tych czasach forma komunikacji?
Analizując „fanów”(Polska – ok. 200-300 fanów, najwięcej – co nie dziwi – posiadała K2; zagranica - 300-400) oraz komentarze pozostawiane na profilach można zauważyć ciekawą prawidłowość: są to głównie obecni i byli pracownicy danej agencji, bądź też ludzie z branży, lubiący wiedzieć „co tam w trawie piszczy”. Atywność obserwatorów nie była za duża - najczęściej ograniczali się do „lubienia” postów. Od konkurencji pojawiały się gratulacje za otrzymane nagrody, częściej jednak sami pracownicy „potwierdzali prawdziwość postów”. Zatem dla takiej grupy odbiorców powyższa treść w zupełności wystarczy. I kropka.
Czy opłaca się prowadzić mikrobloga, tylko po to, aby zaspokajać ciekawość ludzi z branży i (jak to ktoś u nas powiedział) „taplać się we własnym sosie”? W brew pozorom stwierdzamy, że tak. Po pierwsze dlatego, że Facebook wydaje się być najmniej formalną, przez co najszybszą w dzisiejszych czasach formą komunikacji z otoczeniem. I to nie tylko komunikacji z konkurencją, ale również z potencjalnymi przyszłymi pracownikami (niektórzy przeprowadzali swoistą rekrutację z wykorzystaniem wpisów na tablicy) oraz dziennikarzami i blogerami poszukującymi ciekawego i świeżego tematu. Dodatkowo forma mikroboga daje nam możliwość poruszenia tematów, które wydają się być za małe na opisanie ich na agencyjnym blogu, ale wciąż jednak czujemy, że kwestie warto gdzieś poruszyć, żeby nie zginęła.
Z ciekawszych akcji przeprowadzonych przez polskie agencje naszą uwagę zwrócił Digital One. Na pewien okres „panowanie nad profilem” przejeła tajemnicza postać. Po jej wpisach użytkownicy mieli odgadnąć jej tożsamość, na zwycięzcę czekała nagroda. Kolejny pomysł – tym razem od adv.pl – zrealizowany przy okazji „Dnia Czystego Biurka” miał bardziej zaktywizować fanów. Agencja zachęcała do przesłania zdjęć swoich biurek.
Fajnie, fajnie, ale „co z tą konwersją?” ktoś może spytać. Otóż naszym zdaniem w tym momencie próżno się spodziewać pozyskiwania klientów poprzez nasz profil. Dla nich wciąż najlepszym i najbardziej wiarygodnym źródłem informacji pozostaje wujek Google i strona internetowa z naszymi realizacjami. Pozostaje zatem zbierać fanów i czekać na lepsze czasy.