Last but not least – jak mawiają Anglicy; lepiej późno niż wcale – jak mówi się w naszym pięknym kraju; ostatni będą pierwszymi – jak głosi Ewangelia (Mt 20,1-16), i jak powiedział w ostatnim odcinku Tańca z Gwiazdami Przemysław Saleta. Tak więc, stało się. Autentika wreszcie zawitała na Facebooka. I nie jest to byle jakie wejście. To wejście w stylu ninja. Z karata, z półobrotu i gwiazdką między oczy. Aaayyyhhaaa!!!
Ok. To prawda. Przyznajemy się bez bicia - jesteśmy jedną z ostatnich agencji interaktywnych, które pojawiają się na Facebooku. Powiecie: szewc bez butów chodzi. My odpowiemy: ninja bez butów się skrada. Jak napisał w swoim haiku legendarny samuraj i mistrz zen Bashō Matsuo: Podróżny śpi / Chora dzika kaczka / Tłucze się zimną nocą.
Zgłębianie wersów mistrza Bashō i długie miesiące medytacji wskazały nam z dokładnością co do jednego tygodnia odpowiedni moment na założenie naszego fan page’a. I nadszedł on właśnie teraz. W czwartym tygodniu marca - miesiąca w japońskiej tradycji nazywanego „yayoi”, co znaczy nowe życie. Tak więc, mimo nawału pracy, zmuszeni byliśmy znaleźć w końcu czas na odrobinę zdrowej autopromocji.
A cóż odnajdziecie na owym fan page’u? Same dziwy! Cuda na kiju, łososie w pomidorowym sosie, nunchaku, tajemne ciosy karate, nowinki z życia firmy i takie tam. Ale żeby już nie przedłużać, zapraszamy!
Wydawać by się mogło, że będzie to kolejny tekst w sieci o „kluczowej roli i nieuchronnym rozwoju portali społecznościowych”. My jednak zdecydowaliśmy się spojrzeć na temat bardziej od środka branży i sprawdzić „zawartość cukru w cukrze”, a konkretniej: jak wyglądają profile samych agencji interaktywnych na Facebooku.
Mówi się, że potencjał społecznościówek jest praktycznie nieograniczony. Zatem zupełnie naturalnym wnioskiem wydaje się być stwierdzenie, że najlepszy dowód na to znajdziemy na profilach ekspertów od reklamy internetowej. Wzieliśmy więc pod lupę około 40 polskich i zagranicznych agencji zwracając baczną uwagę na ich „pomysł na Facebooka”. I tak wśród 17 polskich 10 z nich posiadało swoją stronę lub grupę. Podobnie przedstawiała się sprawa z agencjami zagranicznymi – na 20 przeanalizowanych, na Facebooku znaleźliśmy połowę.
Główną, co zapewne nikogo nie zdziwi, akcją podejmowaną przez redaktorów było zamieszczanie nowinek z życia firmy. Znalazły się tam informacje o nowych pracownikach, zrealizowanych projektach, otrzymanych nagrodach, feed z firmowego bloga. Były również odnośniki do wpisów na portalach i blogach branżowych, w których pojawiły się wzmianki o agencji lub wypowiedzi jej menedżerów. Średnio pojawiały się po 4 wpisy na tydzień. I, co może zdziwić, w przeważającej większości przypadków na tym się sprawa kończyła. Czyżby to wszystko, co może zaoferować nam tak popularna w tych czasach forma komunikacji?
Analizując „fanów”(Polska – ok. 200-300 fanów, najwięcej – co nie dziwi – posiadała K2; zagranica - 300-400) oraz komentarze pozostawiane na profilach można zauważyć ciekawą prawidłowość: są to głównie obecni i byli pracownicy danej agencji, bądź też ludzie z branży, lubiący wiedzieć „co tam w trawie piszczy”. Atywność obserwatorów nie była za duża - najczęściej ograniczali się do „lubienia” postów. Od konkurencji pojawiały się gratulacje za otrzymane nagrody, częściej jednak sami pracownicy „potwierdzali prawdziwość postów”. Zatem dla takiej grupy odbiorców powyższa treść w zupełności wystarczy. I kropka.
Czy opłaca się prowadzić mikrobloga, tylko po to, aby zaspokajać ciekawość ludzi z branży i (jak to ktoś u nas powiedział) „taplać się we własnym sosie”? W brew pozorom stwierdzamy, że tak. Po pierwsze dlatego, że Facebook wydaje się być najmniej formalną, przez co najszybszą w dzisiejszych czasach formą komunikacji z otoczeniem. I to nie tylko komunikacji z konkurencją, ale również z potencjalnymi przyszłymi pracownikami (niektórzy przeprowadzali swoistą rekrutację z wykorzystaniem wpisów na tablicy) oraz dziennikarzami i blogerami poszukującymi ciekawego i świeżego tematu. Dodatkowo forma mikroboga daje nam możliwość poruszenia tematów, które wydają się być za małe na opisanie ich na agencyjnym blogu, ale wciąż jednak czujemy, że kwestie warto gdzieś poruszyć, żeby nie zginęła.
Z ciekawszych akcji przeprowadzonych przez polskie agencje naszą uwagę zwrócił Digital One. Na pewien okres „panowanie nad profilem” przejeła tajemnicza postać. Po jej wpisach użytkownicy mieli odgadnąć jej tożsamość, na zwycięzcę czekała nagroda. Kolejny pomysł – tym razem od adv.pl – zrealizowany przy okazji „Dnia Czystego Biurka” miał bardziej zaktywizować fanów. Agencja zachęcała do przesłania zdjęć swoich biurek.
Fajnie, fajnie, ale „co z tą konwersją?” ktoś może spytać. Otóż naszym zdaniem w tym momencie próżno się spodziewać pozyskiwania klientów poprzez nasz profil. Dla nich wciąż najlepszym i najbardziej wiarygodnym źródłem informacji pozostaje wujek Google i strona internetowa z naszymi realizacjami. Pozostaje zatem zbierać fanów i czekać na lepsze czasy.
Dwie nowości w jednej aplikacji to sporo, nawet na Autentikę. Ale "stół mikserski" jako aplikacja na Facebooka stał się dziś faktem.
Stół mikserski to oczywiście przenośnia na wyrost. Stworzyliśmy Mixtricks - proste narzędzie do tworzenia muzyki. Prosty, intuicyjny interfejs pozwoli wyżyć się każdemu, bez względu na wiedzę muzyczną. Inspiracją jest oczywiście Music Maker - desktopowy software firmy Magix.
O co chodzi?
Otóż na starcie dostajesz 8 ścieżek, które dowolnie możesz zagospodarować. Po wybraniu rodzaju muzyki i tempa, otrzymujemy do dyspozycji sample kilku "instrumentów", m.in. basu, syntezatora, perkusji, pianina. Kopiując i łącząc kolejne kawałki, na koniec otrzymamy kompletny utwór. Tylko od wyobraźni twórcy zależy ostateczny efekt.
Dlaczego Facebook?
Bo popularny, trendy, bo taniej, bo lepszy start, bo uczymy się Facebooka. Oczywiście zaczęliśmy od pomysłu na stronę (podobną do Jak Elvis). W pewnym momencie zdałem sobie jednak sprawę, że rozkręcanie nowej społeczności w tym momencie jest bardzo trudne (my to wiemy!). A co gdyby wsiąść na plecy triumfującego Facebooka i skorzystać z istniejącej sieci społecznej tego serwisu? Na tą chwilę, uważam, że to pomysł warty rozważenia przy każdym startupie. Odpada nam masa pracy, a dodatkowo w prosty sposób możemy przeprowadzić efektywną kampanię reklamową po stosunkowo dobrych cenach.
No i co dalej?
Przede wszystkim chcieliśmy szybko wdrożyć dobry naszym zdaniem pomysł. Może to naiwne, ale myśleć jak to wykorzystać będziemy dopiero teraz. Kupiliśmy na start licencję na kilka grup sampli - to niewiele. Mamy nadzieję, że uda się nam pozyskać partnera, który zapewni dalszy rozwój aplikacji. Tym bardziej, że nasze narzędzie możemy w prosty sposób dopasowywać i integrować ze zwykłymi witrynami. Wyobrażacie sobie konkurs dużej marki, którego tematem jest "Pokaż swój miks"? Albo społeczność, która swoim młodym użytkownikom daje taki gadżet do zabawy?
Wszystkich zainteresowanych proszę o kontakt. Mixtricks może pracować dla Ciebie!
Spójność jest ważnym czynnikiem dobrego projektu online - oczywista oczywistość. Jednak wyzwanie zaczyna się w momencie stałej opieki i dbania o rozwój serwisu w dłuższej perspektywie. Stosunkowo łatwo dokładać nowe opcje, moduły, gadżety. Trudniej ogarnąć projekt jako całość i konsekwentnie ujednolicić mechanizmy w całościowym przekroju.
Zawiłą tezę zilustruję przykładem ostatnich dni. W jednej z naszych produkcji publikowane materiały (zdjęcia, wideo) można oceniać w skali od 1 do 5. Z racji tego, że nie jest to specjalnie eksponowana funkcja, niewiele osób z niej korzysta. Dziś, trzy miesiące po premierze, rozważaliśmy nowe formy interakcji użytkownika z materiałami:
możliwość prostego oznaczenia ulubionych publikacji (a’la Facebookowe „Lubię to!”),
oraz wskazywanie wartościowych wpisów na forum.
Dopiero po chwili dotarło do nas to co oczywiste - już dwa różne mechanizmy w obrębie jednej strony, których użycie daje podobny efekt to tłok. Co dopiero nasze trzy... Decyzja była prosta - upraszczamy całość oceniania do jednego „Lubię to!” i mamy z głowy.
Na szczęście opamiętanie przyszło w porę. Keep it simple, stupid.
Skorzystam z okazji i dopiszę jeszcze jeden z wniosków po zabawie w badanie gotowości do płacenia.Sądzę, że to jeden z ważniejszych wogóle w całej dyskusji.
Chęć płacenia za treści bloga/serwisu newsowego rośnie proporcjonalnie z unikalnością jego treści.
Blogi, które zgodnie z modą poszły w stronę agregatorów i tłumaczy newsów zachodnich nie mogą liczyć na czytelników chętnych za to płacić. Takie informacje znajdziemy w dziesięciu innych miejscach sieci. Za samą wygodę czytania o tym w jednym miejscu, niewiele osób będzie w stanie zapłacić.
Czym bardziej unikalny jest content (modne słowo!) tym chętniej wyciągamy monety z kieszeni. Powiem więcej - warto być subiektywnym i kontrowersyjnym. Publikacje budzące emocje są w cenie. Właściwym jest dążenie do wyróżnienia się swoją opinią na tle internetowego nudnego śmietnika. Oczywiście wszystko musi iść w parze z profesjonalizmem i wiedzą. Nie chodzi przecież o „podpalenie gitary” na ekranie komputera. A może...?
PS Wrócę częściowo do pisania tekstów na naszym blogu. Czasem szybciej i zręczniej przekuć myśli w tekst. Nagrania wideo będą się nadal pojawiać.
Odc. 30 - Czy Polacy są skłonni płacić za dostęp do popularnych blogów? Postanowiliśmy to zbadać i wczoraj odbyła się tajemnicza akcja zamykania kilku branżowych stron.
Wielkie dzięki dla: Antyweb, AK74, Mediafun, Tomasz Topa, Webfan, Dailytech
Gdybyś przeoczył w supermarkecie stosy bombek, gwiazdek, latających w saniach Mikołajów, to przypominamy, że idą święta, czas kolędowania. A gdzie możesz utrwalić swój śpiew?