AutentikaAutentika

Blog

Archiwum wpisów z 2010 roku

Toyota walczy w social media

Social media ratunkiem w kryzysowej sytuacji? Toyota, która przechodzi właśnie, chyba najpoważniejszy w swojej historii, kryzys wizerunku, postawiła szukać ratunku w mediach społecznościowych.

W 8 mln aut wyprodukowanych przez Toyotę (głównie z przeznaczeniem na rynek amerykański) wykryto usterkę pedału gazu, który może się w każdej chwili zablokować i sprawić, że kierowca straci nad autem kontrolę. Jak podają media, z tego powodu z zginęło już ponad 50 osób. Dziennikarze i politycy oskarżają Toyotę o nieliczenie się bezpieczeństwem Amerykanów. Dla marki, które przez długie lata z mozołem budowała swój wizerunek w USA (który opierał się głównie na niezawodności aut) jest to fatalna sytuacja. Amerykanie, rozkochani w swoich krążownikach szos, niełatwo dali się przekonać do japońskich aut z importu. Niedawno zaczęło się to zmieniać – Toyota i Honda biły w USA rekordy popularności. Teraz Toyota wpadła w gigantyczny wizerunkowy kryzys.

Próby odbudowania nadszarpniętego wizerunku i tłumaczenia się z całej sytuacji przez markę w tradycyjnych mediach przynoszą niewielki skutek. W takiej sytuacji przekaz negatywny jest znacznie silniejszy. Ponad 30 % Amerykanów uważa auta Toyoty za niebezpieczne. Firma postanowiła więc wykorzystać inne kanały komunikacji z potencjalnymi i obecnymi użytkownikami swoich aut. Wybór padł oczywiście na social media i okazało się, że na tym polu marce udaje się nadrabiać straty.

Toyota stworzyła specjalną drużynę szybkiego reagowania na arenie social media. Bez przerwy monitoruje ona wszystko co pojawia się w sieci na temat kryzysu. Jako główne platformy służące do komunikacji z zainteresowanymi całą sprawą służą Toyocie najpopularniejsze media społecznościowe, takie jak Twitter, Digg, You Tube oraz Facebook.

Toyota pokazała w ten sposób, że rozumie jak ważne jest wejście w dialog ze społecznościami. W momencie kryzysu jest to wyjście do ludzi z otwartą przyłbicą. Marka pokazuje, że nie boi się odpowiedzialności za swoje błędy. Taka polityka przynosi efekt. Fan page Toyoty na Facebooku od momentu pojawienia się informacji o usterce, zanotował wzrost liczby swoich fanów z 71.000 do 82.000 (nie spadek – jak można by było się spodziewać).

Japońska marka dobrze rozumie, że w tym momencie tradycyjne media nie są jedynym źródłem, z jakiego ludzie czerpią informację i nie tylko one mają monopol na kształtowanie opinii publicznej. Media społecznościowe wywierają coraz większe wpływy na szerokie kręgi odbiorców. Poza tym jest to dużo wdzięczniejszy kanał komunikacji niż media tradycyjne. Tu dociera się do odbiorców w bardziej bezpośredni sposób, bez zewnętrznych filtrów, które mogą zniekształcać przekaz. Można spokojnie odpierać zarzuty. I najważniejsza różnica – nie prowadzi się monologu, ale wchodzi się w dialog. Traktuje się ludzi jak partnerów do rozmowy. A to się bardzo liczy.

Najciekawszym zjawiskiem, które możemy obecnie zaobserwować jest zwiększenie się aktywności zwolenników marki. Fani Toyoty, którzy w dużym stopniu identyfikują się lub chociaż solidaryzują z japońską marką, zaczynają sami walczyć o jej dobre imię. Na fanpage’u FB Toyota USA pojawiają się komentarze wspierające koncern, toczą się zażarte dyskusje, kierowcy Toyot wrzucaj zdjęciach swoich aut, powstają spontaniczne (na takie przynajmniej wyglądają) petycje i grupy broniące wizerunku marki.

Śledzenie tego, w jaki sposób Toyota stara się sobie poradzić w kryzysem poprzez social media i przyglądanie się wynikom, jakie w ten sposób osiąga, pokazuje nam jasno, że siła mediów społecznościowych jest coraz większa. Dla wielu to nie stacje telewizyjne czy gazety są głównymi źródłami informacji o świecie, ale właśnie Facebook czy Twitter. Przykład Toyoty pokazuje, że proces zwiększania się znaczenia mediów społecznościowych przyspiesza i jest zjawiskiem, z którym nie można się już nie liczyć.

Konkursy na Facebooku

Pod koniec zeszłego roku Facebook zaostrzył regulamin dotyczący konkursów organizowanych przy pomocy swojej platformy. Czasy radosnej i beztroskiej konkursowej samowolki dobiegają końca.

Nowy regulamin na samym początku mówi: chcesz przeprowadzić jakąkolwiek akcję promocyjną z nagrodami za pomocą Facebooka? Zgłoś się po pisemne zezwolenie. Nie masz zezwolenia? Nie masz prawa organizować konkursu. Prosta zasada. Według regulaminu na pozwolenie czeka się około 7 dni od daty zgłoszenia wniosku. Wniosek musi zawierać dokładne informacje, mówiące o tym jakie planujemy podjąć działania promocyjne. Co ciekawe, ostatnio pojawiają się głosy, że zdobycie zezwolenia na organizację konkursu, może wiązać się z wykupieniem płatnych reklam na Facebooku.

Jeżeli już uda się nam zdobyć zezwolenie, trzeba zamieścić informację (w języku w jakim prowadzona jest konkurs) mówiącą o tym, że „ta promocja nie jest w żaden sposób sponsorowana, popierana czy zarządzana, ani powiązana z FB” (pełen tekst dostępny w regulaminie).

Kolejna ważna rzecz to, to że konkursy powinny być prowadzone poprzez dedykowane do tego specjalnie aplikacje w oddzielnej zakładce, a nie np. bezpośrednio na tablicy lub w komentarzach. Nie można uzależniać uczestnictwa w konkursie od aktywności fanów bezpośrednio na fanpage’u (wrzucania przez nich zdjęć, wpisywania treści itp.). Ponadto nie powinny być do tego celu w ogóle wykorzystywane takie funkcji platformy Facebooka jak np. zmiana statusu czy klikanie przycisku "lubię to”.

Dobra wiadomość jest taka, że można informować poprzez Facebooka o konkursach, które odbywają się całkowicie poza jego platformą.

Przeszukując konkursy prowadzone na FB, możemy z łatwością stwierdzić, że większość z ich organizatorów nie zna zupełnie regulaminu albo uważa, że nie jest zobowiązana do jego przestrzegania. Praktycznie każdy konkurs jest z nim sprzeczny (nie mówiąc już o posiadaniu zezwolenia).

Faktem jest, że egzekwowanie regulaminu przez Facebooka jest w naszym kraju praktycznie żadne. Można jednak podejrzewać, że niebawem to się zmieni. Dlatego po raz kolejny zachęcamy do jego lektury. Wiedza ta może w przyszłości okazać się bardzo cenna.

Dział sprzedaży Admatika

Trwa proces rekrutacyjny do działu sprzedaży Admatika. Jeśli nie boisz się wyzwań i uwiera Ci przyciasny garnitur korporacji - zapraszamy.

Szczegóły naszej zacnej oferty znajdziesz na pracuj.pl

W Admatiku dobrze poczują się osoby, które z różnych przyczyn zostały skrępowane (lub uderzyły o sufit) w drabince dużego przedsiębiorstwa. U nas wszystko jest nowe, dziewicze, elastyczne. Sporym wyzwaniem będzie ułożenie produktu, poskromienie sporego potencjału, jaki bez wątpienia ma przygotowywany przez nas system. Satysfakcji dostarczy możliwość sprawdzenia się jako ewangelista, frontman projektu.

Jeśli chcesz uczestniczyć w nowym zjawisku na polskim rynku reklamy, być pionierem w zastałej od kilku lat branży - zapraszamy.

Fan page a grupa

Jeżeli planujemy rozpocząć akcję komercyjną na Facebooku, na samym początku stajemy przed pytaniem: co wybrać? Fan page czy grupę? Które rozwiązanie będzie dla nas najlepsze i jaka tak naprawdę jest pomiędzy nimi różnica?

Fan page jest stroną na Facebooku, która reprezentuje daną markę, organizację, firmę, osobę publiczną etc. Tu ważna uwaga – takie podmioty jak te przed chwilą wymienione (poza osobą publiczną) nie mogą posiadać zwykłego profilu na Facebooku, ponieważ za każdym profilem musi stać konkretna osoba. Firma czy też marka nie są oczywiście żywym człowiekiem, więc zgodnie z regulaminem nie mogą posiadać swojego profilu. Tak więc wszelkie praktyki polegające na zakładaniu w celach komercyjnych fikcyjnych kont i zbieraniu w ten sposób dużych grup znajomych, są na Facebooku nielegalne.

Co więcej, za każdym fan pagem powinna stać osoba upoważniona przez podmiot strony do tego typu działań, czyli fan page danej marki musi być zarządzany przez oficjalne jej przedstawicielstwo. Facebook posiada specjalną ekipę, która zajmuje się wyszukiwaniem i usuwaniem nieoficjalnych stron.

Grupa natomiast zbiera osoby zainteresowane danym tematem i pozwala im na dzielenie się swoimi opiniami i spostrzeżeniami. Jest to coś na kształt dobrze wszystkim znanych grup dyskusyjnych.

Widzimy więc, że w założeniu grupa i fan page są to dwie różne rzeczy. Zastanówmy się jednak nad funkcjonalnością obu rozwiązań i różnicami jak je dzielą.

  • Po pierwsze rzuca się w oczy nomenklatura – w grupie inni użytkownicy zostają członkami grupy. Na fan page’u stają się jego fanami.
  • Zawartość fan page’a jest widoczna dla wszystkich. Grupa może być zamknięta i dołączenie do niej może wymagać akceptacji administratora.
  • Grupa w przeciwieństwie do fan page’a nie musi posiadać oficjalnego przedstawicielstwa danej marki.
  • Od strony technicznej fan page’e pozwalają na większą możliwość edycji poprzez podczepianie pod nie kolejnych elementów i aplikacji (między innymi zakładki discussions).

W tym momencie, jeżeli planujemy działania komercyjne, to tak naprawdę istotną różnica wydaje się tkwić w tym, co napisaliśmy już na początku - w samych założeniach obu rozwiązań. Jeśli planujemy promocję marki, budowanie wizerunku, nawiązywanie długofalowych relacji z klientami (fanami) wydaje się, że powinniśmy zdecydować się na fan page. Jeśli jednak zależy nam rozpoczęciu i moderowaniu jakiejś dyskusji wybierzmy grupę.

W pierwszym wypadku zdobywamy fanów. Możemy ich przyciągnąć przy pomocy ciekawych treści, atrakcyjnych aplikacji, zabaw i konkursów. Czasami zdarza się, że reprezentując już popularną i lubianą markę (przytaczany ostatnio przykład Starbucksa), chcąc osiągnąć sukces, nie musimy podejmować wcale wielu spektakularnych działań. W USA porównuje się ten fenomen do bumper stickers – naklejek nalepianych przez amerykańskich kierowców na zderzakach swoich aut – jest się fanem jakiejś strony, tylko dlatego, że to fajnie mieć na swoim profilu jej znaczek. Jest to jednak zjawisko marginalne. Większość marek na popularność na Facebooku musiało zapracować sobie ciężką pracą i przede wszystkim rewelacyjnym pomysłem na siebie (przykład Ikea).

Grupa to natomiast miejsce, gdzie potrzebujemy konkretnych i gorących tematów do dyskusji. Tu możemy promować eventy związane z daną marką, moderować dyskusje na temat akcji przez nas podejmowanych, konkretnych produktów albo np. nawet stworzyć dla nich coś na podobieństwo wsparcia technicznego (grupy związane np. z użytkownikami konkretnych modeli telefonów komórkowych). Jednak tworząc grupę nastawiamy się raczej na krótkotrwałe i szybkie działanie.

Wybór między grupą a fan page’em zależy od celu jaki chcemy osiągnąć i przede wszystkim tego w jaki sposób chcemy to zrobić. Tu liczy się głównie pomysł, a następnie jego staranna i konsekwentna realizacja.

Regulamin Facebooka

Facebook jako nośnik akcji komercyjnych? Fanpage jako miejsce promocji marki? To chyba całkiem niezły pomysł. Fanpage Starbucksa na Facebooku ma w tej chwili blisko 6 000 000 fanów, którzy niczym darmowi ambasadorzy marki z ogromną prędkością rozprzestrzeniają informacje o swojej ulubionej kawie. Licznik wskazujący liczbę fanów bije szybciej niż ten w taksówkach, które wożą pasażerów z lotniska na Okęciu do Centrum. A to wszystko przy niewielkich nakładach finansowych.

Dobrze widać, że Facebook jako nośnik akcji komercyjnych ma ogromny potencjał. Obecnie możemy zaobserwować tam prawdziwy wysyp profili wielu firm i marek oraz próby rozkręcania różnego typu akcji reklamowych. Kiedy przyjrzeć się temu z bliska, nasuwa się na myśl jedno pytanie: czy ktokolwiek czytał regulamin Facebooka? Zapewne niewielu. To trochę tak, jak z tanimi kredytami. Klienci zachęceni atrakcyjnymi sloganami bez namysłu zaciągają zobowiązania. Dopiero po fakcie, gdy dług staje się problemem, sięgają do umów, regulaminów, paragrafów. Jak się okazuje - zbyt późno.

Ignorantia iuris nocet (nieznajomość prawa szkodzi) i ignorantia legis non excusat (nieznajomość prawa nie jest usprawiedliwieniem) - mawiali starożytni Rzymianie. Jako, że nie zamierzamy sobie szkodzić, postawiliśmy prześwietlić regulamin Facebooka pod kątem akcji komercyjnych. Co też udało nam się wyczytać?

Po pierwsze Facebook jak najbardziej zezwala na to, by fanpage był wykorzystany do promocji  różnych firm, marek, działalności, organizacji, akcji komercyjnych i politycznych. Administratorem takiej strony musi być osoba upoważniona przez podmiot, którego strona dotyczy. Na stronie musi pojawić się polityka prywatności, czyli informacja dla użytkowników o tym, jakie dane osobowe są o nich zbierane i jak będą wykorzystywane.

Co ważne, właściciel strony nie odpowiada za treści publikowane przez innych użytkowników portalu (jednak jeśli w jakikolwiek sposób łamią prawo, zawsze lepiej jest je usunąć, chociaż nie mamy takiego obowiązku).

Na naszej stronie możemy publikować linki do zewnętrznych treści (odsyłające poza Facebook) i niekoniecznie muszą to być treści naszego autorstwa. Jeżeli podajemy link do tych tekstów, to nie łamiemy prawa. Przy pewnych treściach Facebook zobowiązuje nas do zakładania ograniczeń np. ograniczenia dla nieletnich.

Poza tym, jak każdy regulamin, również ten jest litanią zakazów. Czego więc nie wolno? Obowiązują:

  • Zakaz wysyłania spamu
  • Zakaz gromadzenia treści poprzez boty
  • Zakaz rozsyłania wirusów
  • Zakaz publikacji treści o charakterze rasistowskim, zawierających pornografię lub nagość albo grafiki o nieuzasadnionej przemocy; treści nawołujących do prześladowań rasowych i prześladowań religijnych
  • Zakaz reklamowania alkoholu
  • Zakaz publikacji treści łamiących prawo, wprowadzających w błąd, złośliwych lub dyskryminujących
  • Zakaz publikacji treści naruszających czyjeś prawa lub w inny sposób naruszających ogólnie obowiązujące prawo

Na koniec jeszcze jeden, bardzo ciekawy i ważny punkt regulaminu – wszelkiego rodzaju konkursy, w których do wygrania jest jakaś nagroda, można prowadzić jedynie za pisemną zgodą Facebooka. Dodatkowo, koniecznym jest stworzenie aplikacji, która realizuje funkcjonalny model promocji (pisał o tym też Facebooker). Koniec z koszulką dla tysięcznego fana? Kto z Was o tym wiedział?

Zachęcamy wszystkich do wnikliwej lektury regulaminu. Jego znajomość jest podstawą wszelkiej (a zwłaszcza komercyjnej!) działalności. Lepiej wiedzieć na czym się stoi, niż potem pakować się w niepotrzebne kłopoty.

PS Nikomu źle nie życzymy, ale biorąc pod uwagę, że Facebook prowadzi właśnie rekrutację Polaków, można w najbliższym czas spodziewać się pierwszych kontroli i oparzeń agencji pośpiesznie prowadzących działania na FB.  Czytajcie regulaminy, współpracujcie z prawnikami.

Facebook a faktury

Prowadząc jakiekolwiek akcje na Facebooku warto skorzystać z możliwości jakie dają kampanie banerowe na tym serwisie. Ale czy łatwo to zrobić?

Facebook jest wdzięczną platformą jeśli chodzi o tworzenie i zarządzanie kampaniami reklamowymi. Kreacje wyświetlane na prawej szpalcie dodaje się szybko, jest sporo możliwości targetowania. Co najważniejsze, ceny są wciąż atrakcyjne w porównaniu z innymi formami promocji online. Więc o co chodzi z tą trudnością?

Zdziwienie na twarzy reklamodawcy pojawi się na sam koniec. Facebook nie wystawia faktur. Kropka. Zestawienia publikowane w panelu, które dotyczą wydatków i rozliczeń, nie nadają się w rozumieniu polskiej księgowości.

Co zrobić? Można szukać rozwiązania i dyskutować z centralą w Ameryce. Bez efektu. Można skorzystać z błyskawicznie powstałych ofert, w których małe zagraniczne firmy biorą na siebie kwestię rozliczeń, nam wystawiając jedną, papierową, ostemplowaną, swojską fakturę. Oczywiście wzamian za prowizję, średnio dwudziestoprocentową.

Zdajemy sobie sprawę z absurdów polskiego systemy podatkowego, jednak trudno mi zrozumieć dotychczasowe ignorowanie naszych budżetów. Ponad 3 mln użytkowników chyba zasługuje na kilka opcji związanych z rozliczeniami? Mark, c'mon.

PS Chyba, że są lepsze sposoby i ktoś nas oświeci w komentarzach?

Pokaż swoje serce

"Serce każdej kobiety jest inne. Pokaż nam swoje!" to hasło z jakim wystartowała, przygotowana przez nas, internetowa kampania walentynkowa dlastrony Pigulka.pl. Jako główny nośnik całej akcji wykorzystany został portal Facebook.

Akcja walentynkowa to już kolejny projekt, którego realizację zawierzyła nam firma Bayer. Jak zawsze staramy się udowodnić, że był to trafny wybór.

Sam pomysł na walentynkową zabawę jest prosty - wyszukujemy w Internecie lub sami robimy zdjęcie i zamieszczamy je na przygotowanym specjalnie na tę okazję profilu na Facebooku. A motyw serca to wyjątkowo wdzięczny obiekt. Budzi same ciepłe i miłe skojarzenia. Dlatego zabawa polegająca na tym, żeby odświeżyć ten symbol i ukazać go w jak najbardziej nowatorski i kreatywny sposób, ma szansę na dużą popularność.

Targetem akcji są głównie kobiety, dlatego zdecydowaliśmy się na radykalne posunięcie. Na specjalnie przygotowany walentynkowy minisite (połączonym z portalem Facebook za pomocą FB Connect) wstępu nie mają mężczyźni.

W ramach akcji, oprócz samej walentynkowej zabawy, zaplanowane są także elementy edukacji na temat świadomego i bezpiecznego seksu. W związku z tym na minisite i stronie FB czytelnicy mogą pobrać "Przewodniki po nowoczesnej antykoncepcji”, a także pobawić się aplikacjami, które na różne sposoby poruszą tę tematykę.

Zogniskowanie całej kampanii na najpopularniejszym portalu społecznościowym, powinno pokazać jak duży  potencjał drzemie w tego typu akcjach. Wychodząc od jednorazowej zabawy, jesteśmy w stanie przygotować grunt pod stałą obecność marki/produktu na FB.

PS Ponad 350 fanów w 3 dni zadziwia na razie nawet samych autorów!

Google wyrzeka się IE6

Jak wielkim bólem, ością i kłopotem jest IE6 dla branży, wie każdy, kto choć raz próbował stworzyć witrynę WWW. Wygląda na to, że dni szóstki są policzone.


Obrazek pochodzi ze strony http://spigotdesign.com

Google przestaje lubić IE6. Fakt to warty odnotowania, o czym świadczy nawet wystosowany oficjalny e-mail do każdego z administratorów Google Apps. Niecodziennie gigant z Mountain View przesyła informacje do swoich użytkowników. Właściwie to mechanicznie zakwalifikowałem to jako spam, dopiero Krzysiek, nasz szef produkcji, potwierdził autentyczność wiadomości.

Otóż rok 2010 ma być stopniowym wycofywaniem się z wspierania IE6 przez aplikację Google. I tak zaczynając od Docsów i Sites, a skończywszy na Gmailu i Kalendarzu, developerzy Google zaczną korzystać z dobrodziejstw HTML5 i nowoczesnego Java Scriptu.

Chciałoby się powiedzieć "dziękujemy". Tak poważne wsparcie, zapewne przyspieszy agonię przestarzałej przeglądarki Microsoft. Choć nadal z ponad 7% udziałem w Polskim rynku (wg Gemius, stan na 03.02.2010) to wyraźnie w odwrocie.

Pięknym będzie dzień, w którym nasi Klienci zrezygnują z dostosowywania strony do wymogów archaicznego dinozaura. Nie zdarzy się to jutro, ale piękna data już majaczy na horyzoncie...

Agencje interaktywne na Facebook

Wydawać by się mogło, że będzie to kolejny tekst w sieci o „kluczowej roli i nieuchronnym rozwoju portali społecznościowych”.  My jednak zdecydowaliśmy się spojrzeć na temat bardziej od środka branży i sprawdzić „zawartość cukru w cukrze”, a konkretniej: jak wyglądają profile samych agencji interaktywnych na Facebooku.



Mówi się, że potencjał społecznościówek jest praktycznie nieograniczony. Zatem zupełnie naturalnym wnioskiem wydaje się być stwierdzenie, że najlepszy dowód na to znajdziemy na profilach ekspertów od reklamy internetowej. Wzieliśmy więc pod lupę około 40 polskich i zagranicznych agencji zwracając baczną uwagę na ich „pomysł  na Facebooka”. I tak wśród 17 polskich 10 z nich posiadało swoją stronę lub grupę. Podobnie przedstawiała się sprawa z agencjami zagranicznymi – na 20 przeanalizowanych, na Facebooku znaleźliśmy połowę.

Główną, co zapewne nikogo nie zdziwi, akcją podejmowaną przez redaktorów było zamieszczanie nowinek z życia firmy. Znalazły się tam informacje o nowych pracownikach, zrealizowanych projektach, otrzymanych nagrodach, feed z firmowego bloga. Były również odnośniki do wpisów na portalach i blogach branżowych, w których pojawiły się wzmianki o agencji lub wypowiedzi jej menedżerów. Średnio pojawiały się po 4 wpisy na tydzień. I, co może zdziwić, w przeważającej większości przypadków na tym się sprawa kończyła. Czyżby to wszystko, co może zaoferować nam tak popularna w tych czasach forma komunikacji?

Analizując „fanów”(Polska – ok. 200-300 fanów, najwięcej – co nie dziwi – posiadała K2; zagranica - 300-400) oraz komentarze pozostawiane na profilach można zauważyć ciekawą prawidłowość: są to głównie obecni i byli pracownicy danej agencji, bądź też ludzie z branży, lubiący wiedzieć „co tam w trawie piszczy”. Atywność obserwatorów nie była za duża - najczęściej ograniczali się do „lubienia” postów. Od konkurencji pojawiały się gratulacje za otrzymane nagrody, częściej jednak sami pracownicy „potwierdzali prawdziwość postów”. Zatem dla takiej grupy odbiorców powyższa treść w zupełności wystarczy. I kropka.

Czy opłaca się prowadzić mikrobloga, tylko po to, aby zaspokajać ciekawość ludzi z branży i (jak to ktoś u nas powiedział) „taplać się we własnym sosie”? W brew pozorom stwierdzamy, że tak. Po pierwsze dlatego, że Facebook wydaje się być najmniej formalną, przez co najszybszą w dzisiejszych czasach formą komunikacji z otoczeniem. I to nie tylko komunikacji z konkurencją, ale również z potencjalnymi przyszłymi pracownikami (niektórzy przeprowadzali swoistą rekrutację z wykorzystaniem wpisów na tablicy) oraz dziennikarzami i blogerami poszukującymi ciekawego i świeżego tematu. Dodatkowo forma mikroboga daje nam możliwość poruszenia tematów, które wydają się być za małe na opisanie ich na agencyjnym blogu, ale wciąż jednak czujemy, że kwestie warto gdzieś poruszyć, żeby nie zginęła.

Z ciekawszych akcji przeprowadzonych przez polskie agencje naszą uwagę zwrócił Digital One. Na pewien okres „panowanie nad profilem” przejeła tajemnicza postać. Po jej wpisach użytkownicy mieli odgadnąć jej tożsamość, na zwycięzcę czekała nagroda. Kolejny pomysł – tym razem od adv.pl – zrealizowany przy okazji „Dnia Czystego Biurka” miał bardziej zaktywizować fanów. Agencja zachęcała do przesłania zdjęć swoich biurek.

Fajnie, fajnie, ale „co z tą konwersją?” ktoś może spytać. Otóż naszym zdaniem w tym momencie próżno się spodziewać pozyskiwania klientów poprzez nasz profil. Dla nich wciąż najlepszym i najbardziej wiarygodnym źródłem informacji pozostaje wujek Google i strona internetowa z naszymi realizacjami. Pozostaje zatem zbierać fanów i czekać na lepsze czasy.

PS Paweł, dzięki za zbadanie tematu.

Komentarze (0)

Kategorie: Autentika Facebook

Twórz muzykę na Facebooku

Dwie nowości w jednej aplikacji to sporo, nawet na Autentikę. Ale "stół mikserski" jako aplikacja na Facebooka stał się dziś faktem.

Stół mikserski to oczywiście przenośnia na wyrost. Stworzyliśmy Mixtricks - proste narzędzie do tworzenia muzyki. Prosty, intuicyjny interfejs pozwoli wyżyć się każdemu, bez względu na wiedzę muzyczną. Inspiracją jest oczywiście Music Maker - desktopowy software firmy Magix.

O co chodzi?
Otóż na starcie dostajesz 8 ścieżek, które dowolnie możesz zagospodarować. Po wybraniu rodzaju muzyki i tempa, otrzymujemy do dyspozycji sample kilku "instrumentów", m.in. basu, syntezatora, perkusji, pianina. Kopiując i łącząc kolejne kawałki, na koniec otrzymamy kompletny utwór. Tylko od wyobraźni twórcy zależy ostateczny efekt.



Dlaczego Facebook?
Bo popularny, trendy, bo taniej, bo lepszy start, bo uczymy się Facebooka. Oczywiście zaczęliśmy od pomysłu na stronę (podobną do Jak Elvis). W pewnym momencie zdałem sobie jednak sprawę, że rozkręcanie nowej społeczności w tym momencie jest bardzo trudne (my to wiemy!). A co gdyby wsiąść na plecy triumfującego Facebooka i skorzystać z istniejącej sieci społecznej tego serwisu? Na tą chwilę, uważam, że to pomysł warty rozważenia przy każdym startupie. Odpada nam masa pracy, a dodatkowo w prosty sposób możemy przeprowadzić efektywną kampanię reklamową po stosunkowo dobrych cenach.

No i co dalej?
Przede wszystkim chcieliśmy szybko wdrożyć dobry naszym zdaniem pomysł. Może to naiwne, ale myśleć jak to wykorzystać będziemy dopiero teraz. Kupiliśmy na start licencję na kilka grup sampli - to niewiele. Mamy nadzieję, że uda się nam pozyskać partnera, który zapewni dalszy rozwój aplikacji. Tym bardziej, że nasze narzędzie możemy w prosty sposób dopasowywać i integrować ze zwykłymi witrynami. Wyobrażacie sobie konkurs dużej marki, którego tematem jest "Pokaż swój miks"? Albo społeczność, która swoim młodym użytkownikom daje taki gadżet do zabawy?
Wszystkich zainteresowanych proszę o kontakt. Mixtricks może pracować dla Ciebie!