Nawet na najprostszych projektach można się czegoś nowego nauczyć! Banalne, ale prawdziwe – i tak też właśnie było w tym przypadku. Udało się i w ciągu 7 dni powstał projekt „Retargetowanie” - praca szybka, przyjemna i jak już wcześniej wspomniałem pouczająca.
Projekt przygotowaliśmy na zlecenie Cube Group, partnera z którym już wielokrotnie współpracowaliśmy, współpracujemy i mam nadzieje nadal będziemy. Z chłopakami z CG świetnie się współdziała - szybka i konkretna wymiana informacji, krótki czas akceptacji, rzeczowe sugestie a ponadto partnerskie podejście do biznesu.
Być może ten niewielki projekt przeszedłby bez echa, ale natchniony artykułem zamieszczony na MEDIARUN postanowiłem podzielić się swoimi spostrzeżeniami – w kilku słowach opisać jak to wyglądało od kuchni. Samo retargetowanie to nic innego jak usługa umożliwiająca reklamodawcom pozyskanie Klientów spośród niezdecydowanych użytkowników Internetu. Cytując kolegów z CG: „Search Retargeting pozwala na zidentyfikowaniu w Internecie potencjalnych klientów, którzy szukali produktów lub usług, odwiedzili strony reklamodawcy, ale nie dokonali żadnej akcji. Dzięki naszej usłudze możemy z powrotem zachęcić ich do wejścia na stronę reklamodawcy w celu dokonania lub dokończenia określonej transakcji.”
Wspominając realizację „Retargetowania” pierwsza myśl jaka przychodzi mi do głowy to „filmik”. Tworząc stronę zdecydowaliśmy się przygotować krótki spot wideo (pierwszy w naszej karierze!), prezentujący istotę retargetowania. Z gracją słonia w składzie wiadomego towaru, zaczęliśmy stawiać pierwsze, jakby nie było historyczne, kroki w tej dziedzinie. Wątpliwości było sporo-co?, jak?, od czego zacząć? Z godziny na godzinę film nabierał kształtów: scenariusz, nagranie lektorskie, pierwsze slajdy…. Muszę przyznać, że w trakcie tego tygodnia mieliśmy niezły ubaw przeplatany zgrzytem zębów. O ile animacja okazała się rzeczą dość prostą, to synchronizacja z podkładem dała się nam wyjątkowo we znaki. Szczególne chapeau bas dla Radka, naszego animatora, za cierpliwość, której ogromem musiał się wykazać. „Radek przytnij, Radek niech wolniej mówi, Radek teraz za wolno -zróbmy szybciej…”
Dla chcącego nic trudnego. Co prawda wiemy, iż nie jest to szczyt możliwości animacji internetowej, ale zważywszy na pionierskość produkcji nie wypadło najgorzej, prawda? Dla tych, którym wideo się zwyczajnie nie podoba mam raczej złą wiadomość – spróbujemy ponownie! Hollywood NADCHODZIMY! Jeszcze im nakręcimy Titanica.
Nie jest prosto stworzyć nowy serwis. Nie jest, ale się udało. I to chyba całkiem nieźle, bo wiele ciepłych słów doszło naszych uszu. Na myśli mam Govera, stronę o tematyce politycznej, którą zrealizowaliśmy ponad rok temu. Do tego czasu projekt zyskał liczne grono stałych czytelników, którzy przeszukują jego przepastne katalogi pełne sejmowych danych. Chwalono nas za design, funkcjonalność i gigantyczny wysiłek związany z okiełznaniem bazy Sejmu.
Jednak stworzyć to jedno, a rozwijać drugie. Jako, że Gover był wynikiem pasji i prywatnych zainteresowań, nie byliśmy w stanie poświęcić mu należytej ilości czasu i odpowiedniego budżetu na promocję. Mimo usilnych starań Iwony, która setki godzin spędziła na wzbogacaniu serwisu o treści (Wielki Ukłon dla Iwony!) to problemów była masa:
brak dedykowanej redakcji,
ograniczony dostęp do banków legalnych zdjęć i artykułów,
niewielka siła przebicia w rozmowach z politykami i ich zapleczem młodzieżowym,
brak funduszy na kampanie reklamowe.
Widząc, że serwis stoi w miejscu, a tym samym zostaje w tyle, postanowiliśmy znaleźć mu nowego Pana. Można wierzyć lub nie, ale przede wszystkim chodziło nam o oddanie serwisu w dobre ręce. Takie, które tchną w niego nowe życie, dołożą część, której dotąd brakowało. Zysk ze sprzedaży był oczywiście brany pod uwagę, ale na drugim miejscu.
Przeprowadziliśmy wiele rozmów z potencjalnie zainteresowanymi podmiotami. Jedni byli mało poważni, drudzy nie mieli zupełnie pomysłu na dalsze funkcjonowanie serwisu. Najbardziej dojrzałą okazała się oferta Wprost. Jasna, konkretna i dobrze przemyślana. Nie powiem, pomogły dobre doświadczenia współpracy jakie mieliśmy z nimi przy okazji realizacji wcześniejszych zleceń. Wiedziałem, że Marcin Zduńczyk, szef tamtejszego pionu internetowego należycie zaopiekuje się Goverem. Człowiek z wizją i pasją - takich lubię i szanuję. Nie trwało długo, gdy obie strony złożyły podpisy pod stosowną umową i serwis przeszedł pod flagę wydawnictwa Wprost.
Od tego momentu naprawdę z przyjemnością śledzi się losy Govera. Dedykowana projektowi redakcja z dnia na dzień wzbogaca bazę o nowe publikacje. Masę newsów, zdjęć, artykułów i innych informacji trafia systematycznie na łamy strony. Zwyczajnie miło patrzeć. Dodatkowo, znając plany wydawcy na najbliższe miesiące, wiem, że podjęliśmy słuszną decyzję. Klarowna i jasno określona strategia powinna przynieść ciekawe efekty. Obok Govera powstanie drugi serwis, który uzupełni polityczne portfolio wydawnictw online Wprostu. O tym jednak cisza, jeszcze chwilę... Z kwestii bardziej przyziemnych zdradzę tylko, że statystyki w ostatnich dniach wzrosły niemal czterokrotnie.
Rynek polski zna gorsze i lepsze przejęcia serwisów przez większe podmioty. Niejednokrotnie taki ruch okazywał się strzałem w dziesiątkę, choć czasem dawał początek końcowi krótkiej kariery danej witryny. Widząc zmiany jakie zachodzą w Goverze, spokojnie patrzę w przyszłość i nadal jestem po prostu dumny, że dołożyłem gdzieś w nim swoją cegiełkę.
Doświadczamy właśnie pierwszych namacalnych efektów ostatnich zmian w Autentice. Naszą załoge zasiliły nowe osoby, które powinny znacząco wpłynąć na dalszy charakter i działalnośc firmy. Z jednej strony wchodzimy na zupełnie nam nowe obszary "niubiznesowe", a z drugiej pałeczka odpowiedzialność za graficzną stronę naszych projektów przechodzi w ręce nowego kreatywnego. Dzieje się!
Pierwszą osobą jaką chciałbym przedstawić jest Paweł - Dyrektor Sprzedaży i Marketingu. Jak sama nazwa wskazuje ma nauczyć nas efektywnej sprzedaży, której (a nie ma co ukrywać!) my dotąd nie mamy. Spokojnie moge stwierdzić, że jesteśmy w krajowej czołówce pod względem jakości, wykorzystywanych technologii i kreatywności. Sprzedawcy z nas jednak żadni! Nasz nowy kolega postara się dźwignąć kulawy dotąd filar i mocno zaakcentować nasze istnienie na tle konkurencji. A co sam zainteresowany sądzi o nowym miejscu?
"Cieszę się, że dołączyłem do kreatywnego zespołu Autentiki. Jesteśmy agencją z naprawdę dużym potencjałem, która wyrasta na poważnego gracza w branży nowych mediów. Nasze realizacje z zakresu Web 2.0 to projekty, które okazały się dużym sukcesem i dały Autentice pozycję niekwestowanego lidera realizacji tego typu projektów.
Wiem, że przed nami wiele pracy, ale jestem przekonany, że uda nam się wspólnie osiągnąć zamierzone cele i pozycje mocnego gracza na rynku. Jako dyrektor sprzedaży i marketingu zajmuję się kierowaniem działem handlowym, wdrażaniem strategii marketingowej agencji oraz wszystkimi niezbędnymi działaniami, które maja na celu rozwój firmy. Jako pierwszoplanowy cel zakładamy wyjście z wąskiej specjalizacji projektów 2.0. Autentika docelowo ma stać się agencją przygotowaną do obsługi dużych marek w szerokim spektrum nowych mediów.
Osobiście uwielbiam działać w myśl mojej filozofii ZEPP - zaangażowanie, entuzjazm, pasja, profesjonalizm. Widzę, że moja osoba i doświadczenie wniosły dużo ożywienia do firmy."
I dalej nieco mniej oficjalnie:
"Prywatnie jestem osobą o pogodnym i optymistycznym usposobieniu do ludzi i życia. Pasjonuje mnie, prócz pracy która wykonuje, sport (ekstremalne kolarstwo górskie DirtJumping), muzyka (gram na gitarze elektrycznej i klasycznej), nowe media oraz poznawanie życiorysów wybitnych ludzi biznesu. Aha, lubię też dobrze zjeść w miłym towarzystwie płci pięknej."
Muszę przyznać, że nieco obaw i wątpliwości towarzyszy mi w początkowych działaniach - wchodzimy na zupełnie nowy grunt. Uspokajają mnie jednak dwie myśli. Po pierwsze Paweł i jego bogate doświadczenie jest mocnym gwarantem pozytywnych efektów. Po wtóre, za wiele w zasadzie zepsuć nie możemy... Skoro dotychczas bez prowadzonej aktywnej sprzedaży dość dobrze funkcjonujemy na rynku, to jakiekolwiek działania i nowe projekty będą po prostu sukcesem. Jakkolwiek dział prowadzony przez Pawła to niezwykle istotna część naszego dalszego rozwoju.
Druga osoba, której funkcja i obowiązki są mi szczególnie bliskie to Michał - Art Director. Przejmuje on znaczącą część moich dotychczasowych obowiązków związanych z grafiką. Wraz z Dawidem postarają się stworzyć zgrany team dbający o wizualną powłokę naszych realizacji:
"Posada Dyrektora Artystycznego jest dla mnie zdecydowanie funkcją odpowiedzialną i... nową. To obowiązki, które nieraz zaskakują ale ostatecznie to własnie Ty masz wpływ na końcowy rezultat prac wychodzących z agencji. To nadal przede wszystkim projektowanie, ale i w dużej mierze planowanie i delegowanie zadań. Okres w jakim dołączyliśmy z Pawłem do zespołu Autentiki to niewątpliwie czas od którego rozwój agencji znacznie przyśpieszy. Ze swojej strony chciałbym położyć nacisk na fajną kreację popartą dobrą strategią wzbogaconą o prowadzone testy użyteczności.
Sam mam nadzieję, że powstanie działu sprzedaży znacznie poszerzy nasze portfolio klientów i pozwoli zająć się również serwisami produktowymi, sprzedażowymi. Tego nam zdecydowanie w tej chwili brakuje. Nadal jednak jesteśmy i póki co będziemy kojarzeni głównie ze start-upami oraz serwisami portalowymi. To niewątpliwie nasze mocne strony i duża cześć budżetów wpływających do agencji. Nie ukrywam, że fajnie byłoby również powalczyć o niektóre statuetki w roku 2009 i będę do tego dążył.
Po pierwszym miesiącu pracy mogę smiało powiedzieć, że atmosfera jest bardzo dobra i spokojna - to jest właśnie atut pracy w mniejszej agencji. Same kompetencje naszego zespołu zdecydowanie pokrywają się z moimi oczekiwaniami i wspólna praca jest przyjemnością i dobrą zabawą."
Tyle jeśli chodzi o nowe twarze. Ja niestety odpływam coraz bardziej w stronę obowiązków związanych z prowadzeniem, rozwojem i zarządzaniem całym tym ustrojstwem. I mam tylko nadzieję, że chłopaki pozwolą mi od czasu do czasu coś maznąć w Photoshopie...
Zmiany, zmiany, zmiany. Machina rozpędza się coraz bardziej, choć trasa i cel jej biegu nie są do końca znane i możliwe do określenia. Ciekawe to stadium przedsiębiorstwa, gdy ostro idąca w górę kreska rozwoju jest w zasadzie niemożliwa do zdefiniowania. Plan, budżet musi być uaktualniany niemal z dnia na dzień. Ewolucja możliwości, a co za tym idzie i potrzeb, wymusza ciągłe dopracowywanie założeń, które jeszcze wczoraj wydawały się idealnie skonstruowane. Miły to jednak czas!
Wczorajszy poniedziałek nie należał do grona "tych poniedziałków", które zostają w pamięci jako okropny zalew zadań, maili, pracy. Pięcioosobowa reprezentacja Autentiki i 8fisha z przyjemnością brylowała na salonach celebrując obchody Google Day. Impreza zorganizowana całkiem przyzwoicie, choć merytoryczna wartość spotkania pozostawiła nieco do życzenia. Może zwyczajnie nie byliśmy targetem tamtejszych wystąpień? Pracując z narzędziami Google na codzień znamy je niejednokrotnie lepiej niż pracownicy rodzimego oddziału koncernu. Pytania, z którymi próbowaliśmy się przebić pozostały bez odpowiedzi. Trudno, ten jeden cel nie został osiągnięty.
Miło za to było spotkać znajomych z branży i poplotkować o kulisach interaktywnego biznesu. Pogawędki ucięte z Mario, szefem GoldenLine, i Krzyśkiem Adamusem z Opcomu wynagrodziły czas poświęcony Google.
Muszę też wspomnieć, że niezwykle dumni byliśmy z momentu, w którym podczas najważniejszego wystąpienia konferencji w tle pokazano nasze dzieła. Oczom setek zgromadzonych ukazała się strona startowa polskiego iGoogle, a na niej 5 naszych najlepszych gadżetów. Dla nas, skromnej i niedużej agencji, jest to nie lada wyróżnienie, naprawdę!
źródło - Mediarun
Z kolei dziś od rana ćwiczymy w biurze popisowy numer, który podpatrzyliśmy wczoraj na części rozrywkowej konferencji. Oto grupa akrobatyczno-magiczna Autenticzny Fish!
Kwieciste wypowiedzi, inspirujące dialogi i nieprzebrany bezmiar eksperckiej wiedzy - to wszystko znajdziecie w wywiadzie z moją skromną osobą.
Postanowiłem aż zrobić screen i wrzucić dla potomych. Może się zdarzyć, że więcej na stronę główną interaktywnie.com nie trafimy. Także unikalna okazja:
Sierpień i początek września okazały się dość spokojne, a przynajmniej brak było spektakularnych (oczywiście na poziomie Autentiki) premier. Upalne dni wypełniły bieżące zlecenia od starych Klientów. I tak powstały:
Lekki lifting strony Finamo, oraz landing page'e związane z kampanią promocyjną. Finamo kończy powoli etap związany z pojawieniem się jako nowa marka na rynku i rozpoczyna konkretne akcje związane z samą sprzedażą, prezentacją oferty. Wejście w nową fazę wymagało niewielkich zmian istniejącej strony WWW oraz stworzenia podstron, do których kierują wszelkie kampanie firmy. Wyniki widoczne są poniżej.
O ile zmiany strony były dość proste i oczywiste, o tyle budowa landing page okazała się naprawdę ciekawym doświadczeniem. Główny i w zasadzie jedyny cel w postaci wypełnionego formularza kontaktowego nie jest tak łatwo osiągnąć...
Wiele kombinacji z architekturą i samą grafiką dało nam solidną lekcję użytecznego designu. I dobrze, tego typu wiedza przyda się nam wszystkim jeszcze nie raz...
Drobne prace uzupełniające stronę projektu Yellowgreen
Wraz z przyjściem Tomka Albeckiego na stanowisko Zarządzającego projektem pojawiła się konieczność uzupełnienia witryny o parę niezbędnych detali i informacji. Dla nas oznaczało to parę dni lekkiej pracy. W sumie trudno cokolwiek konkretnego wymienić poza stworzeniem sieciowego widgetu.
Osobiście bardziej cieszy mnie nadzieja na reaktywację samego projektu. Patrząc na YG (niestety moje dziecko i stan obecny to po części moja wina) bardziej pasowało nazwać to falstart-up:) No nic, będzie lepiej!
8tris
Przemek, nasz PM, w przypływie letniej nudy i niekończącej się miłości do programowania stworzył przyjemną grę w JS. Wydaną jako gadżet Google Desktop można pobrać stąd. Screen poniżej.
Do pociupania, jak szef nie patrzy. Aha, byłbym zapomniał - to tetris jest:)
Dodatkowe funkcjonalności serwisu XOXO
Wygląda na to, że branża plotkarska ma się w Polsce całkiem dobrze i jest zapotrzebowanie na tego typu informacje. Projekt XOXO, którym opiekujemy się od początku, został wzbogacony o parę dodatkowych funkcji. I tak, wielbiciele talentu Pani Agnieszki Frykowskiej mogą śledzić jej codzienne zmagania z rzeczywistością na łamach osobistego bloga.
Mniejsza o treść, gdyż już obrana forma (wideocasty) czyni ten dziennik oryginalnym. Ponadto gotowy jest katalog gwiazd, w którym znajdą się, mam nadzieję niedługo, profile bohaterów opisywanych skandali.
Gadżet finansowy dla Money.pl
Owocem współpracy z portalem Money.pl jest gadżet iGoogle, który pozwala śledzić wartości interesujących nas akcji, funduszy i walut.
Jest to w prostej linii rozwinięcie funkcji z wcześniejszej naszej produkcji. Tym razem, przy wsparciu solidnego partnera udało się nam zbudować o wiele bardziej użyteczną i kompletną aplikację. Dzięki personalizacji, wchodząc na stronę iGoogle mamy pod ręką notowania, które sami uznamy za przydatne.
Jak widać, koniec lata to zdecydowanie spokojniejszy okres dla Autentiki. Mieliśmy czas na zebranie sił przed jesienną kampanią. Tak się złożyło, że w tej chwili pracujemy nad wieloma znacznie bardziej ciekawymi projektami. O tym jednak może już w następnym poście...
Widgety tu, widgety tam. Za chwilę popularna anegdota, w której z telewizora, szafy i puszki konserwy atakuje nas ta sama postać będzie pasowała jak ulał do inwazji "dżetów". Czas na pierwszy w Polsce serwis dedykowany ciekawemu zjawisku jakim bez wątpienia są nowoczesne miniaplikacje. Z nieukrywaną dumą przedstawiam Państwu Widgepota! Ta, da!
"Wygląda przyjemnie" - to najczęstsza opinia jaką słyszeliśmy od osób poproszonych o ocenę warstwy wizualnej. Skąpa, ale miła dla oka grafika z założenia miała nie przeszkadzać i przejrzyście eksponować danie właściwie jakim są widgety. Pomysł na architekturę serwisu zaczęrpnęliśmy z (sic!) e-commerce. Tak, zainspirowały nas sklepy i właśnie taką formę nadaliśmy naszemu projektowi. Mamy więc "produkty", katalog asortymentu, polecane towary, najczęściej kupowane (pobierane) itd. Gdyby dodać ceny i koszyk mielibyśmy pełnowartościowy widget-market. A tak, wszystko rozdajemy bezpłatnie:)
Użytkownicy mogą w prosty sposób stworzyć własny widget. Wystarczy, że podasz adres strony, a nasz robot zbada ją pod kątem możliwości pobierania treści ostatnich publikacji. Dalej już tylko parę ustawień dotyczących wyglądu i voila! Twój gadżet jest gotowy i trafia do katalogu Widgepota. Od tej chwili inni czytelnicy mogą go pobrać i wstawić na wybraną platformę spośród dostępnych. A trzeba przyznać, że jest w czym wybierać: iGoogle, Netvibes, Vista, Mac, Opera. Dodatkowo istnieje możliwośc wygenerowania kodu HTML, który pozwala wstawić widget w dowolne miejsce w sieci (blogi, strony www).
Prócz widgetów tworzonych na bazie RSS, Widgepot obsługuje również aplikacje zgodne ze specyfikacją iGoogle. Co prawda realizacja takiego widgetu wymaga zaawansowanej wiedzy informatycznej, ale daje w zasadzie nieograniczone możliwości. Autorzy gadżetów mogą umieszczać w katalogu swoje projekty i tym samym promować je wśród potencjalnych odbiorców. Najlepsi uzyskają rekomendację redakcji Widgetpot.
Od strony realizacji śmiem twierdzić, że jest to jedna z najbardziej dojrzałych produkcji Autentiki. Tak, słowo "dojrzała" pasuje jak ulał. Siedem tygodni prac trzyosobowego zespołu dało w efekcie wersję serwisu, której testy zewnętrzne łącznie z poprawkami zajęły nie więcej niż 3 dni. Dla mniej wtajemniczonych dodam, że to mało, naprawdę mało. Świadczy to o solidnej pracy ekipy projektowej, która, co nie zdarza się często, po sobie posprzątała. Druga sprawa to czas na właściwe zaplanowanie i przeanalizowanie projektu. Realnie ustawiony termin dał możliwość szczegółowego rozpisania funkcjonalności, pochylenia się nad nawet najmniejszym detalem interfejsu. Jestem wyjątkowo spokojny o opinię jaką wystawia nam Widgetpot.
PS Pomieszałem chronologię i parę dni temu opisałem szczegóły powstania strony 8fish.pl. Prawdą jest, że pierwszy był Widgepot i fakt ten stawia spory znak zapytania pod teorią pierwszeństwa kury nad jajkiem. W tym bowiem wypadku owoc pracy zespołu "rybaków" wyprzedził premierę witryny firmowej...
Nasz młodysz brat, specjalista od widgetów, 8fish, zaczyna sobie całkiem nieźle poczynać. Spotkania, prezentacje to już codzienność. Tylko patrzeć jak zaczną się pierwsze wizyty w zakładach pracy...
Chcąc zapewnić dostęp do przynajmniej podstawowych informacji na temat 8fisha i jego oferty, przygotowaliśmy prostą stronę www. Nic wielkiego - zasilana Wordpressem witryna o paru podstawowych funkcjach: blog, portfolio, kontakt. To jednak powinno wystarczyć na początek. Nie łudzimy się, że ewangelizację biblii widgetów da się przeprowadzić online. Tu trzeba fizycznie pojawić się w konkretnym miejscu i zwyczajnie opowiedzieć o nowej fali. Tak też czynimy.
Wracając do strony zwrócę uwagę na jeden ciekawy aspekt. Otóż grafika jest pokrętną wynikową pracy dwóch osób. Rozpoczął Dawid, nowy kreatywny w naszym zespole (witamy!), a nieodzowne 3 grosze musiałem oczywiście wtrącić i ja. Ciężko przestawić się na model, w którym nie tylko ode mnie zależy kształt i styl projektu. Autentika przyzwyczajona do monopolu mojej osoby na nieomylność w zakresie kreacji, musi poradzić sobie z przypływem nowych osób, idei, punktów widzenia. OK, przyznaję, poradzić sobie muszę ja, bo pozostali niemal z miejsca zaakceptowali propozycje nowego kolegi. Ech, te zmiany...
A tak na marginesie, ktoś chce posłuchać co mamy do powiedzenia w kwestii widgetów?